3 i początek 4 tygodnia pakli były spokojne. Powoli da się przewidywać jego kolejne ruchy i ustrukturyzował się już nowy trend w mojej chemioterapii – siły jest coraz mniej. Czuć już ten powtarzalny cykl i chyba mój organizm też go czuje bo 15 – 16 każdego dnia to moment przejścia w tryb ostrego oszczędzania energii, który sygnalizują mroczki i to nie te dwa, wszystkim z mojego pokolenia znane. Powrót z pracy, tryb „leż” i spanie gwarantowane z zegarmistrzowską precyzją.
Ale jak wiesz, co się wydarzy, to możesz to ogarnąć.
I robi się spokojniej.
Wraca przestrzeń na ludzi i małe niespodzianki.
Telefon do przyjaciela?
Zupełnie niespodziewanie odbyłam pod koniec 3 tygodnia bardzo wartościową rozmowę o włosach – o ich wypadaniu, odrastaniu i o tym, a może przede wszystkim o tym, jak kobiety mają się wobec tego tematu.
Jak ja się mam, już pisałam. I nic w tym temacie się nie zmieniło. Nie jest to coś, co spędza mi sen z powiek i nie był to dla mnie temat trudny. Choć fakt, przez długi czas

I fakt, zgolenie krótkich już włosów na totalne zero okupiłam cięższym wieczorem i chwilą żalu, przyprawioną zdrową dawką łez, ale w zasadzie to tyle. Zaraz potem ruszyłam wybierać kolejne turbany i przede wszystkim łańcuszki.
Turbany i czapki, chociaż za nimi nie przepadam, mają bardzo konkretną i bardzo użyteczną funkcjonalność, wynikającą wprost z kawałka „Ballada o smutnym skinie”. No właśnie: „nałóż czapkę skinie…” – i ja naprawdę nie sądziłam, że kiedyś ten fragment będzie miał u mnie walor edukacyjno-onkologiczny. A ma. Bo głowa bez włosów po prostu marznie bardzo szybko. I nie chodzi o zimę, mróz, śnieg i romantyczne parowanie z kubka kawy, bo to dopiero przede mną. Ale już teraz, podczas ostatniej wizyty nad morzem, byłam chyba jedyną osobą, biegającą po okolicznych sklepach w poszukiwaniu zimowej czapki, bo nad Bałtykiem sierpniowy tropik wymagał w moim przypadku takiej oprawy.
I tak od słowa do słowa w rozmowie wyszła całkiem spójna opowieść o włosach na głowie i nie tylko. W leczeniu onkologicznym i nie tylko.
Dla wielu osób to tematy trudne. Czasem mam wrażenie, że nawet wstydliwe albo takie, o które nie wypada pytać. Dla mnie nie. Mam swoją teorię na ten temat i wydaje mi się, że sporo lat biegania godzinami po basenie zrobiło swoje. Wiele tematów tabu wokół ciała dla mnie po prostu nie istnieje. Ciało jest ciałem. Nie onieśmiela mnie ani jego widok, ani rozmowa na jego temat. Dlatego od początku leczenia rozmawiam o nim tak samo jak o tym, co jadam, co ubieram na głowę i jaka dziś pogoda.
Bo w leczeniu pojawia się mnóstwo tematów wokół kobiecości. Tej psychiczno-emocjonalnej i tej bardzo fizjologicznej, anatomicznej, zwyczajnej, cielesnej. Każdy z nich jest ważny i warty podnoszenia na tyle, na ile każda pacjentka jest gotowa o nim rozmawiać.
A ja to zawsze, jak nie czuję wewnętrznego oporu – na pohybel.
Uznałam, że nie marnuję już czasu i generalnie dotyczy to też pytań do lekarzy, rozmów o tematach pobocznych, ale i takich, które mówią już nie tylko o tym, żeby wyzdrowieć, ale też żeby żyć jakościowo i z odpowiednią ilością kobiecych przyjemności.
To chyba dość ludzkie.
Co wypadło pierwsze?
Wokół tematu włosów nie ma chyba potrzeby, przynajmniej z mojej perspektywy, zanadto się czaić. No więc na najczęściej zadawane mi [często szeptem i z przeprosinami za jego zadanie, co jest zupełnie zbędne] pytanie: „które włosy wypadły Ci po chemii?” – a właściwie po AC, bo pakli to już zupełnie inna opowieść i nadal się pisze – zawsze odpowiadam tak samo.
Pierwsze poszło brazylijskie bikini.
Potem włoski pod pachami, łydki i uda.
Dokładnie w tej kolejności.
Komuś tam dzięki, że to tak działa, bo w leczeniu nie trzeba się przynajmniej martwić o golenie czy depilację. Człowiek traci kontrolę nad połową organizmu, ale przynajmniej maszynka i depilator mogą iść na urlop. (Tak, staram się szukać plusów tam, gdzie się da, nawet jeśli plus ma kształt łysej łydki.)
I ten etap przypomniał mi w zasadzie ciążę, bo wtedy też może nie tyle wypadły mi włosy, co całkowicie przestały rosnąć. Zapytałam wtedy mojego lekarza, o co tu chodzi, bo nikt mi nie mówił, że bonusem do ciąży jest darmowy laser, na co dostałam cudowna odpowiedź – „będziesz mieć córkę i teraz zbrzydniesz”. No bosko! Czyli odpowiedzi trzeba szukać gdzieś w hormonach zapewne. Ja nie szukałam – cieszyłam się faktem braku konieczności golenia nóg i nie tylko, bo byłam hipopotamem, więc byłoby to nawet technicznie trudne.
Ale wracając do chemii – gdzieś na etapie pach poszły mi wszystkie włosy na głowie, ale o tym też już było.
To, co na etapie AC zostało, to brwi, rzęsy i mocno przerzedzone włoski na rękach. Nie posiadam pełnej wiedzy trychologicznej, czym te włoski różnią się od pozostałych w praktyce mojego leczenia, ale fakt faktem: AC ich nie wykosiła. Na nogach przez 4 cykle było falowanie, raz rosły, raz wypadały. Na głowie w sumie też – doliczyłam się 2 czy 3 momentów, gdzie ponownie sięgnęłam po maszynkę.
Paklitaksel zmienia te reguły gry.
Na białej damie stan posiadania rzęs i brwi zaczął się zmieniać. Ona kosi bardziej wybiórczo.

Ale w tym czasie efekt głównych porządków zaczyna znikać…
Kiedy włosy zaczynają odrastać?
To jest pytanie numer dwa, które przy chemioterapii pojawia się bardzo często, choć ja go jeszcze bezpośrednio nie słyszałam.
Kiedy włosy zaczynają odrastać?
U mnie?
Te na głowie – już.
Od momentu zakończenia AC głowę golę regularnie, tylko coraz częściej. I właśnie dziś zauważyłam, że chyba za rzadko, więc czas wdrożyć co 2 dni. Czyli coś tam się dzieje. Coś rośnie. Coś próbuje wrócić. Może nie jest to jeszcze powrót króla w wersji kinowej, ale jakieś napisy początkowe już lecą.
W sumie nie wiem, jak będzie dalej, dlatego się do tego nie przyzwyczajam. Przez całą chemię chcę utrzymywać ten stan rzeczy. Zero to zero. Bardzo konkretna fryzura. Żadnych złudzeń, żadnego sprawdzania co pięć minut, czy już mam boba, pixie albo loczki jak z opowieści pacjentek po leczeniu.
Jak jest na reszcie ciała?
Podobnie.
Organizm ewidentnie próbuje wracać do swoich zadań, tylko ja jeszcze nie wiem, czy biała dama mu na to pozwoli, czy co tydzień będzie robiła aktualizację systemu i mówiła: nie tak szybko, kochany, my tu jeszcze nie skończyłyśmy.
Odrastanie zresztą jest bardzo indywidualne. U wielu osób włosy zaczynają wracać po zakończeniu leczenia, czasem już w trakcie zmiany schematu, czasem wolniej, czasem szybciej. Brwi i rzęsy potrafią odrastać w innym tempie niż włosy na głowie. Mogą też wrócić inne: cieńsze, grubsze, ciemniejsze, jaśniejsze, bardziej kręcone, bardziej uparte. Takie małe „Edward Nożycoręki meets biologiczna ruletka”. Niby Twoje, ale jakby projektant miał dzień eksperymentów.
Czy wypadanie włosów boli?
W moim przypadku nie nazwałabym tego bólem, ale ja też zjechałam do 5 mm, zanim przyszedł etap czystki totalnej. To, co na pewno bolało, to wypadające masowo, krótkie włosy, wbijające się w kark i w twarz, kiedy spadły na poduszkę do spania. Zasadniczo to właśnie pierwsza taka noc skłoniła mnie do tego, żeby pójść z tematem do końca i zobaczyć, czy w łysinie totalnej będzie mi tak samo zjawiskowo jak Skunk Anansie.
No nie jest tak samo, bo Skunk Anansie ma w tym taki poziom scenicznej mocy, że ja mogę co najwyżej stać obok w łańcuszkach i udawać, że to wszystko było zaplanowane jako koncept artystyczny. Ale dla mnie

Nie ma zasłony, grzywki, koka, włosów poprawianych w stresie. Jest twarz. Głowa. Oczy. Kości. Skóra. Cała konstrukcja bez dekoracji.
W opowieściach, które tak lubię, łysina często jest znakiem przejścia. Czasem utraty. Czasem siły. Czasem kary. Czasem buntu. Czasem nowego początku. Czasem „czystej karty”. I ja gdzieś tak ten skutek uboczny leczenia sobie osadziłam – jako moment zmiany. W jakim kierunku? Jeszcze nie wiem.
Ale to, co mnie zaskoczyło po zgoleniu głowy, to fakt, że skóra głowy była tak cienka i delikatna, że reagowała na wszystko. Na dotyk. Na poduszkę. Na zimno. Na słońce. Na materiał. Na moje własne zdziwienie, że głowa bez włosów to nie jest po prostu głowa bez włosów, tylko zupełnie nowa powierzchnia do obsługi.
Chwilę, około dwóch tygodni, zajęło jej „hartowanie się”.
Głowa bez włosów nadal jest głową
Mimo że włosów nie miałam i nie mam, cały czas używam szamponu z serii Trico do częstego stosowania i liczę na to, że kiedy skończy się etap chemii, zacznę nowy etap w temacie włosów. Bo łysa głowa to nadal skóra. Nadal się poci. Nadal wymaga mycia. Nadal może być podrażniona, przesuszona, nadwrażliwa, może reagować na tarcie, czapkę, turban, słońce i wszystko, co nagle dotyka jej bez pośrednictwa włosów. A przy moim stanie skóry „zareaguję na wszystko” wolę tego na głowie nie doświadczyć.
Po chemii na pewno sięgnę już po inne produkty, wspomagające odrost włosów. Ale to jeszcze nie teraz. Teraz cieszę się tym, że odrastające włosy nie powodują żadnych problemów, stanów zapalnych, podrażnień. I w sumie tym, że przyjdzie mi częściej golić głowę, trochę też.
To może, ale wcale jeszcze nie musi oznaczać, że po pakli szybko dojdę do jakiejś sensownej ilości i długości włosów na głowie. A pomysłów na to, co będę na nich testować mi nie brakuje.

Ja na teraz wybrałam opcję: zobaczymy, co z tego wyrośnie.
Dosłownie.
Magdalena Lachawczak – Biadalska
Foto z sesji: Łukasz Strojniak