Są w życiu momenty, które obnażają wszystko. Choroba jest jednym z nich. Zabiera poczucie kontroli, zmienia relację z ciałem i sprawia, że pytania o przyszłość nabierają zupełnie innego ciężaru.

Dla wielu kobiet diagnoza raka piersi staje się początkiem bardzo samotnej drogi — pełnej sprzecznych emocji, zmęczenia i potrzeby bycia naprawdę usłyszaną.

Okres po diagnozie raka piersi przestaje przypominać życie sprzed choroby. Pojawia się wdzięczność za to, że się jest, ale też strach o to, co będzie dalej. Jest zmęczenie po miesiącach leczenia i cisza, która zapada wtedy, gdy intensywny rytm terapii słabnie, a świat — paradoksalnie — oczekuje powrotu do normalności. Są pytania bez prostych odpowiedzi i potrzeba bycia zobaczoną nie tylko jako pacjentka, ale jako kobieta — z emocjami, ciałem i własną historią.

W ONKO.life wiemy, że choroba nie kończy się wraz z ostatnią chemią ani radioterapią. Ona zostaje w ciele, w pamięci, w emocjach. Zmienia relację z samą sobą, z bliskimi, z codziennością. Dlatego tak ważne są rozmowy, które dają słowa temu, co często w domu zostaje przemilczane. I dlatego dziś oddajemy przestrzeń rozmowie z Karoliną Sobieraj z Fundacji Świadomi Życia — zatrzymując się po każdym fragmencie, z uważnością, kontekstem i myślą o kobietach oraz ich rodzinach.

„Jeszcze wczoraj byłam sobą. Dziś uczę się siebie od nowa”

Diagnoza nowotworu bardzo rzadko dotyka wyłącznie jednej osoby. Wchodzi do domu razem z lękiem, niewiedzą i pytaniami, na które nikt nie ma gotowych odpowiedzi. Zmienia codzienność, relacje, sposób patrzenia w przyszłość. Dla wielu kobiet jest to moment, w którym trzeba na nowo zdefiniować siebie – nie tylko jako pacjentkę, ale jako kobietę, partnerkę, mamę, córkę.

Pytanie ONKO.life:
Fundacja „Świadomi Życia” narodziła się z Twojego osobistego doświadczenia choroby, ale też z wcześniejszego zaangażowania w pomoc pacjentkom. Jak wyglądała ta droga – od bycia obok innych, przez własną diagnozę, do stworzenia przestrzeni wsparcia dla kobiet?

Odpowiedź Karoliny Sobieraj, prezeski Fundacji Świadomi Życia:

To była droga, która zaczęła się jeszcze zanim sama zachorowałam. Rak piersi towarzyszył mojej rodzinie od zawsze. Obserwowałam bliskie osoby, które chorowały, i widziałam, jak bardzo choroba dotyka nie tylko ciała, ale emocji, relacji i poczucia bezpieczeństwa. Już wtedy naturalnie wchodziłam w rolę towarzyszenia i wspierania innych kobiet w kryzysie.

Kiedy w 2017 roku sama usłyszałam diagnozę, znalazłam się po drugiej stronie. Zobaczyłam ogromną przepaść między leczeniem ciała a opieką nad emocjami, tożsamością i kobiecością. Pamiętam moment siedzenia w instytucie onkologii z wynikiem w ręku i poczucie, że świat, jaki znałam, właśnie się skończył. Ale w tym samym czasie rodziła się we mnie myśl, że nie mogę pozwolić, by to doświadczenie było tylko moją prywatną historią.

Proces zdrowienia był dla mnie transformacją. Zrozumiałam, że kobiety potrzebują przestrzeni, w której mogą przejść przez chorobę i kryzys w sposób czuły, świadomy i wzmacniający, bez presji „bycia dzielną”, bez upraszczania bólu i z pełnym prawem do własnej mocy.

Fundacja „Świadomi Życia”, którą założyłam w 2021 roku, powstała z tego doświadczenia. To miejsce, w którym łączymy wiedzę, psychoedukację i wsparcie emocjonalne z pracą nad poczuciem wartości, kobiecością i sprawczością. Jako prezeska czuję ogromną odpowiedzialność, by żadna kobieta nie musiała przechodzić przez swój „koniec świata” w samotności. Fundacja pokazuje, że z największego kryzysu może narodzić się sens służący innym i że po diagnozie nadal można w pełni być kobietą.

W słowach Karoliny bardzo wyraźnie słychać coś, co często pojawia się w historiach kobiet chorujących na raka piersi: poczucie, że choroba nie zaczyna się w dniu diagnozy i nie kończy się wraz z ostatnią terapią. Jest obecna w rodzinach, w relacjach, w pamięci ciała i emocji. Diagnoza jedynie ją nazywa i sprawia, że wszystko, co do tej pory było w tle, wychodzi na pierwszy plan.

To, co szczególnie ważne, to zwrócenie uwagi na przepaść między leczeniem ciała a opieką nad emocjami, tożsamością i kobiecością. Wiele kobiet mówi nam, że w trakcie leczenia czują się „rozebrane” z dawnych ról – przestają być postrzegane jako osoby z marzeniami, planami i potrzebami, a zaczynają funkcjonować wyłącznie w roli pacjentki. Tymczasem choroba nie odbiera prawa do bycia sobą. Nie odbiera prawa do wrażliwości, do lęku, do słabości, ale też do siły, sprawczości i sensu.

Z tej samej potrzeby przywracania głosu i widzialności powstała kampania społeczna „Nadal Jestem Kobietą”, którą organizuję wspólnie z Julią Klewaniec. Kampania od pięciu lat opowiada historie kobiet po doświadczeniu choroby nowotworowej. Staramy się, aby było to bez patosu, z uważnością na emocje, ciało i tożsamość.

W zeszłym roku bohaterkami były mamy i córki, które chorowały na raka piersi. Chciałyśmy pokazać, jak ważne są uwarunkowania genetyczne oraz badania profilaktyczne. Zadaniem kampanii jest maksymalne zwiększenie świadomości na temat profilaktyki raka piersi. Zdjęcia naszych bohaterek są prezentowane przez dwa tygodnie października na wielkoformatowych ekranach w centrum Warszawy, by historia kobiet po diagnozie stała się widoczna i obecna w przestrzeni miasta.

Odpowiedź Karoliny pokazuje również, jak ogromne znaczenie ma akceptacja, świadomość i towarzyszenie – bycie obok bez presji, bez ocen, bez wymagań „radzenia sobie”. To coś, czego potrzebują nie tylko kobiety w trakcie leczenia, ale także ich bliscy. Partnerzy, dzieci, rodzice często nie wiedzą, jak się zachować, jak pomóc, co powiedzieć. Bezpieczna przestrzeń, w której można mówić o emocjach i zmianach, staje się wtedy wspólnym punktem odniesienia.

Fundacja „Świadomi Życia” powstała właśnie z tej potrzeby: żeby kobieta nie musiała przechodzić przez chorobę w izolacji, a jej doświadczenie nie zostało sprowadzone wyłącznie do procedur medycznych. To zaproszenie do patrzenia na chorobę jako na trudny, ale ludzki fragment życia – taki, który może stać się początkiem nowej relacji z samą sobą i z innymi.

diagnoza rak piersi to nie koniec, to dopiero początek

„Działam, więc jeszcze się nie rozsypałam”

Po diagnozie wiele kobiet bardzo szybko wchodzi w tryb zadaniowy. Jest plan leczenia, są terminy, badania, decyzje. Dzień po dniu realizuje się kolejne punkty, często nie mając przestrzeni na to, co dzieje się w środku. Dla otoczenia taka postawa bywa dowodem siły. Dla samej kobiety — jedynym sposobem, by nie zostać zalaną lękiem.

ONKO.life:
Z jakimi emocjami kobiety trafiają do Ciebie najczęściej po diagnozie raka piersi? Czy to bardziej lęk, złość, poczucie straty, chaos… a może cisza i „zamrożenie”?

Karolina:

Najczęściej wchodzą w stan zamrożenia. Funkcjonują zadaniowo. Badania, terminy, leczenie, organizacja życia wokół choroby. Emocje są odsunięte, bo „trzeba być silną”, „nie ma czasu na słabość”. To nie spokój, to mechanizm przetrwania.

Pod spodem zawsze jest lęk, pierwotny i bardzo głęboki. Lęk o życie, przyszłość, dzieci, relacje, kobiecość. Towarzyszy mu złość, na ciało, system, los, czasem bliskich. Jest poczucie straty, nie tylko zdrowia, ale też bezpieczeństwa i zaufania do siebie.

Pojawia się chaos tożsamościowy. Pytania: „Kim jestem teraz?”, „Czy nadal mogę czuć się atrakcyjna, silna, żywa?”. I wstyd, że te pytania w ogóle się pojawiają.

W pracy fundacji najważniejsze jest nazwanie tych emocji i stworzenie przestrzeni, w której można je przeżywać. Kiedy pozwolimy sobie poczuć, chaos zaczyna się porządkować, a kobieta powoli wraca do siebie, nie jako „ta po raku”, ale jako osoba, która przeszła graniczne doświadczenie i nadal ma prawo do pełni życia i kobiecości.

To, co szczególnie porusza, to normalizacja emocji, które wiele kobiet próbuje przed sobą ukryć. Zamrożenie nie jest brakiem emocji — jest ich ochroną. Daje chwilowe poczucie kontroli, pozwala „iść dalej”, ale nie może trwać wiecznie. Prędzej czy później lęk, złość i poczucie straty zaczynają się domagać uwagi.

Wiele kobiet mówi nam, że najbardziej wstydzą się właśnie tych pytań o kobiecość, atrakcyjność, sens życia. Jakby choroba odebrała im prawo do takich myśli. Tymczasem są to pytania absolutnie fundamentalne — dotyczą tożsamości, relacji z ciałem i przyszłością. Ich pojawienie się nie jest oznaką słabości, ale sygnałem, że człowiek próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości.

Nazwanie emocji i możliwość ich przeżycia w bezpiecznej przestrzeni sprawiają, że chaos zaczyna się porządkować. Nie dlatego, że wszystko nagle staje się łatwe, ale dlatego, że kobieta przestaje być sama ze swoim wewnętrznym światem. A to jest jeden z najważniejszych momentów na drodze zdrowienia — moment powrotu do siebie, nie przez zaprzeczanie temu, co trudne, ale przez uznanie prawdy o własnych przeżyciach.

„To nie moje ciało, a jednak to ja”

Zmiany w ciele po operacji, chemioterapii czy radioterapii często są pierwszym, co kobieta widzi w lustrze. Ale to, co najtrudniejsze, nie zawsze dotyczy wyglądu. Chodzi o poczucie ciągłości — o to, czy nadal można rozpoznać siebie w tej nowej wersji ciała.

ONKO.life:
Najtrudniejsze dla kobiet nie jest pojedyncze ciało, blizny, asymetria czy utrata włosów, ale poczucie, że „nie są już sobą”. Operacja, chemioterapia i radioterapia zmieniają sylwetkę, czasem też relacje i to, jak patrzymy w lustro. I co realnie pomaga im powoli oswajać nowe ciało i odbudowywać relację z kobiecością?

Karolina:

Realnie pomaga cierpliwe oswajanie ciała krok po kroku, dotyk, lustro, fotografia, nauka patrzenia na siebie bez pośpiechu i oceniania. Rozmowy indywidualne i grupowe dają poczucie, że nie jesteśmy w tym same, że to, co trudne, jest naturalne i że można odnaleźć w tym swoją siłę.

Małe rytuały przywracające kobiecość, delikatna pielęgnacja, ruch, taniec, kontakt z własną seksualnością, to nie luksus, lecz narzędzia do odbudowy relacji z ciałem i poczucia sprawczości. Z czasem kobieta uczy się widzieć siebie przez pryzmat transformacji, nadal jest sobą, tylko w nowej wersji.

Relacja z ciałem po leczeniu rzadko wraca „sama”. Wymaga uważności, cierpliwości i zgody na to, że proces będzie falował. Jednego dnia kobieta może czuć wdzięczność, drugiego — obcość. Oba te uczucia mogą istnieć jednocześnie.

Szczególnie ważne jest to, co Karolina nazywa „patrzeniem bez oceniania”. W świecie, który szybko ocenia wygląd, ciało po chorobie potrzebuje innego spojrzenia — takiego, które nie porównuje do „dawniej”, ale uznaje drogę, jaką to ciało przeszło. Dotyk, pielęgnacja, ruch czy fotografia nie są próbą „naprawy” wyglądu, lecz sposobem na odbudowę relacji z samą sobą.

Dla wielu kobiet ogromną ulgą jest też doświadczenie wspólnoty — rozmowy z innymi, które przechodzą podobną drogę. Poczucie, że nie trzeba tłumaczyć, dlaczego to jest trudne, pozwala powoli oswajać nowe ciało i odnajdywać w nim nie tylko stratę, ale także siłę i sprawczość.

„Nie tylko przetrwać, ale wrócić do życia”

Moment pierwszego kontaktu z miejscem wsparcia bywa dla wielu kobiet przełomowy. Po tygodniach skupienia na leczeniu pojawia się przestrzeń, w której można mówić nie tylko o chorobie, ale też o sobie — o emocjach, relacjach, zmęczeniu i nadziei.

ONKO.life:
Jak wygląda wsparcie, które oferuje Fundacja na co dzień – od momentu pierwszego kontaktu, przez czas leczenia, aż po etap „wracam do życia po leczeniu”? Co jest Twoim zdaniem najważniejsze w tym procesie?

Karolina:

Fundacja oferuje kompleksowe wsparcie na każdym etapie, od diagnozy, przez leczenie, aż po powrót do życia po terapii. Od pierwszego kontaktu zależy mi, by kobieta poczuła się widziana, nie tylko jako pacjentka, ale jako człowiek i kobieta z własnym życiem i marzeniami.

Podczas leczenia towarzyszymy emocjom, które często pozostają niewypowiedziane, lękowi, poczuciu straty, złości. Dajemy też narzędzia praktyczne, od pielęgnacji ciała po codzienne strategie radzenia sobie z ograniczeniami.

Etap „wracam do życia po leczeniu” jest trudny, konfrontacja z nowym ciałem, zmienionymi relacjami i oczekiwaniami świata, który nie widzi tego, co przeszły. Fundacja wspiera odbudowę pewności siebie, poczucia wartości i relacji z własnym ciałem.

Dla mnie najważniejsze jest, żeby kobieta wiedziała, że nie musi przechodzić przez chorobę ani powrót do życia samotnie. Że może czuć emocje, płakać, złościć się, śmiać i że w tym całym procesie ma prawo nadal być sobą. Realne wsparcie to nie tylko pomoc w kryzysie, ale towarzyszenie w odbudowie pełni życia i w powrocie do własnej kobiecości. To poczucie bezpieczeństwa i sprawczości, które daje siłę do życia dalej.

Wsparcie, o którym mówi Karolina, obejmuje całość doświadczenia — od pierwszego szoku po moment, w którym trzeba na nowo ułożyć codzienność. Szczególnie ważne jest tu słowo „widziana”. Dla wielu kobiet to pierwszy raz, gdy ktoś patrzy na nie nie przez pryzmat diagnozy, ale jako na osobę z historią, emocjami i potrzebami.

Etap powrotu do życia bywa zaskakująco trudny. Znika intensywność leczenia, a pojawiają się pytania: kim jestem teraz, jak chcę żyć, co jest dla mnie ważne. Wsparcie w tym momencie nie polega na dawaniu gotowych odpowiedzi, ale na towarzyszeniu w ich poszukiwaniu. To właśnie wtedy kobieta zaczyna budować nową relację z sobą — spokojniejszą, bardziej świadomą, opartą na uważności na własne granice.

„Małe rzeczy, które przywracają poczucie wpływu”

W chorobie wiele spraw wymyka się spod kontroli. Dlatego drobne, powtarzalne rytuały nabierają ogromnego znaczenia — dają poczucie stabilności i wpływu na własną codzienność.

ONKO.life:
W swojej pracy widzisz, że często to drobne rzeczy robią ogromną różnicę. Jakie „małe rytuały” – związane z ciałem, oddechem, ruchem, pielęgnacją czy codziennością – najczęściej pomagają kobietom odzyskiwać poczucie wpływu i bezpieczeństwa?

Karolina:

Najpiękniejsze jest to, że nie trzeba wielkich gestów. To drobne rytuały dają ogromną moc. Medytacja, techniki oddechowe, rytuały pokochania siebie na nowo. Pielęgnacja ciała, krem, balsam, delikatny makijaż, masaż skóry głowy.

Rytuały codzienne, ulubiona herbata, chwila wyciszenia przy muzyce czy zapachu, który daje poczucie bezpieczeństwa, to małe gesty, które pozwalają odzyskać poczucie kontroli nad własnym życiem. Dzięki nim kobiety zaczynają widzieć siebie nie przez pryzmat „pacjentki”, ale jako pełne życia i kobiecej siły osoby.

Rytuały nie są dodatkiem do zdrowienia — są jego częścią. To momenty, w których kobieta wraca do ciała i teraźniejszości. Nie po to, by zapomnieć o chorobie, ale by przypomnieć sobie, że jest kimś więcej niż diagnozą.

Dla wielu kobiet pielęgnacja czy chwila wyciszenia stają się pierwszym krokiem do odzyskania kontaktu ze sobą. To codzienne sygnały wysyłane do ciała: „jestem tu”, „dbam o siebie”, „mam na to wpływ”. Właśnie te drobne gesty często budują fundament pod większe zmiany.

„Gdy leczenie się kończy, a pytania zostają”

Zakończenie leczenia nie zawsze przynosi ulgę, jakiej oczekuje otoczenie. Dla wielu kobiet to moment, w którym emocje, wcześniej odsunięte, zaczynają się domagać uwagi.

ONKO.life:
Z czym kobiety po raku piersi najczęściej zostają same, gdy kończy się leczenie i „system” powoli się wycofuje? Czego wtedy najbardziej im brakuje?

Karolina:

Po zakończeniu terapii kobiety często zostają z ciszą. Znika rytm wizyt, leków, procedur, a system powoli się wycofuje. Brakuje przewodnictwa, nie medycznego, lecz emocjonalnego i praktycznego.

W tym etapie najważniejsze jest towarzyszenie. Grupy, warsztaty, spotkania indywidualne pomagają uporządkować emocje, odbudować relację z ciałem i powoli wchodzić w nowy etap życia. Kobieta nie musi robić tego sama, nadal może być sobą i odnaleźć poczucie bezpieczeństwa oraz własnej mocy.

ONKO.life:
A powiesz coś więcej o Rajdzie Pełną Piersią?

Karolina:

W tym roku Rajd Pełną piersią” obchodzi 10 rocznicę. Pierwszy rajd zorganizowałam jeszcze jako osoba bez diagnozy, a rok później sama ją otrzymałam. Po chorobie mocniej zaangażowałam się w działania na rzecz kobiet po diagnozie raka piersi.

Rajd to nie klasyczne wydarzenie sportowe. To przygoda na torze off-roadowym i gokartowym, gdzie kobiety pod okiem instruktorów biorą udział w symulacji małego rajdu terenowego. Towarzyszy temu strefa warsztatowa, strefa panelistów oraz piknik, tworząc przestrzeń spotkania, rozmowy i wspólnoty. Dla wielu uczestniczek jest to moment przełomowy, bo pierwszy raz od choroby ich ciało przestaje być wyłącznie źródłem lęku, a zaczyna być narzędziem doświadczenia, radości i mocy.

Cisza po leczeniu bywa jednym z najbardziej wymagających momentów. Gdy znika struktura terapii, pojawia się przestrzeń, w której trzeba na nowo odnaleźć siebie. Towarzyszenie w tym czasie daje kobietom poczucie, że ich doświadczenie nadal ma znaczenie i że nie muszą przechodzić tego etapu w izolacji.

kiedy pojawia się diagnoza rak piersi warto nie być samej

„Na początku drogi nie potrzeba planu. Potrzeba kogoś, kto zostanie”

Moment usłyszenia diagnozy jest dla wielu kobiet doświadczeniem granicznym. Nawet jeśli wcześniej coś przeczuwały, nawet jeśli były przygotowywane na trudną rozmowę, to chwila, w której padają konkretne słowa, często wywraca wewnętrzny porządek. Ciało jest w gabinecie, słucha informacji, zadaje pytania — a jednocześnie umysł jakby się oddzielał, próbując ochronić przed nadmiarem lęku.

W tym pierwszym etapie bardzo często nie potrzeba jeszcze szczegółowych planów, strategii ani zapewnień, że „będzie dobrze”. Potrzeba czegoś znacznie prostszego i jednocześnie trudniejszego do zaoferowania: obecności. Kogoś, kto nie ucieknie przed emocjami, kto nie będzie minimalizował strachu, kto nie spróbuje od razu „naprawić” sytuacji. Kogoś, kto zostanie.

ONKO.life:
Gdybyś mogła powiedzieć jedno zdanie kobiecie, która właśnie usłyszała diagnozę raka piersi – takie, które często mówisz swoim podopiecznym – co by to było?

Karolina:

Kiedy rozmawiam z kobietami, które właśnie usłyszały diagnozę, często widzę w nich ogromny lęk i zamrożenie. Wiem dokładnie, co czują na początku swojej drogi i jak ciężki etap jest przed nimi, bo sama tam byłam. Wtedy najczęściej po prostu mówię:

„Byłam tam, gdzie jesteś teraz, i znam drogę, jak to przetrwać. Jestem tu z Tobą, myślę o Tobie i nie musisz przez to przechodzić sama”.

W tych kilku zdaniach nie ma obietnicy, że będzie łatwo. Nie ma zapewnienia, że wszystko szybko się poukłada. I właśnie dlatego są one tak poruszające. One nie próbują odebrać kobiecie jej lęku ani go zagłuszyć. One go uznają.

Na początku drogi po diagnozie wiele kobiet słyszy zdania wypowiadane w dobrej wierze: „musisz być silna”, „nastaw się pozytywnie”, „dasz radę”. Choć intencja jest dobra, takie słowa często potęgują poczucie samotności. Bo jeśli „trzeba być silną”, to gdzie jest miejsce na strach? Jeśli „trzeba dać radę”, to co zrobić z poczuciem, że właśnie wali się świat?

Słowa Karoliny robią coś zupełnie innego. One mówią: widzę Cię dokładnie w tym miejscu, w którym jesteś. Nie wyprzedzają procesu. Nie narzucają tempa. Dają sygnał: nie jesteś pierwsza, nie jesteś jedyna i nie jesteś w tym sama.

Dla wielu kobiet to jest moment, w którym napięcie w ciele po raz pierwszy minimalnie opada. Nie dlatego, że znika strach, ale dlatego, że strach przestaje być samotny. A to ogromna różnica. Bo lęk przeżywany w relacji — z kimś, kto rozumie, kto przeszedł podobną drogę — staje się bardziej znośny.

Te słowa są też ważną lekcją dla bliskich. Pokazują, że wsparcie nie musi polegać na szukaniu idealnych sformułowań ani na udzielaniu rad. Czasem największym darem jest powiedzenie: „Jestem tu. Nie wiem jeszcze, jak to będzie wyglądało, ale nie zniknę”. I pozwolenie, by druga osoba mogła być dokładnie taka, jaka jest w danym momencie — przestraszona, zagubiona, zdezorientowana.

W ONKO.life wielokrotnie podkreślamy: zdrowienie zaczyna się w relacji. Od momentu, w którym kobieta czuje, że nie musi wszystkiego unosić sama. Że może się oprzeć. Że może oddychać we własnym tempie. I że nawet jeśli droga jest długa, nie musi iść nią w pojedynkę.

Jeśli czytasz ten tekst w czasie, który sprzyja zatrzymaniu i refleksji, być może odnajdziesz w nim fragment własnej historii — albo historii kogoś bliskiego. Choroba nowotworowa nie odbiera prawa do życia, do emocji, do relacji. Zmienia je, ale nie unieważnia.

To, co wybrzmiewa z tej rozmowy najmocniej, to znaczenie obecności. Nie idealnych słów. Nie gotowych rozwiązań. Obecności, która mówi: „widzę Cię”, „jesteś ważna”, „nie jesteś sama”.

I właśnie z takiej obecności rodzi się nadzieja — cicha, ale prawdziwa.