Jestem dociekliwa. To żadna nowość.
A pierwsze dni tego tygodnia dały mi na tyle w kość, że postanowiłam jednak odrobić zadanie domowe i zrozumieć, co tu się właściwie dzieje, zanim asteroida jednak uderzy w Ziemię. Nie chodzi o nic na zasadzie: „źle się czuję, ale pewnie tak ma być”, tylko bardziej: dobra, ciało, opowiadaj. Co odpalasz, dlaczego odpalasz i czemu akurat teraz uznałaś, że najlepszym pomysłem będzie zrobić mi z układu nerwowego rollercoaster.
Bo mniej więcej tak się czułam po odstawieniu sterydów. Jakby ktoś mnie zapiął na 48 godzin na Lechu w Legendii.
Całe życie uwielbiałam takie atrakcje i chyba właśnie przestałam.
Apteczka jak po remoncie nadal patrzyła z półki
Nie lubię łykać tabletek jak pastylek. Co nie znaczy, że postanowiłam cierpieć dla idei. Nie. Po prostu lubię wiedzieć, co się dzieje. A apteczka jak po remoncie, którą dostałam po chemii, pozostała nietknięta nie dlatego, że chciałam sprawdzić granice własnej wytrzymałości (nawet się do nich nie zbliżyłam), tylko dlatego, że natężenie niektórych dolegliwości było na tyle interesujące, że chciałam je poobserwować, zanim zacznę je tłumić.
Nie polecam tego jako strategii uniwersalnej. Leki przeciwwymiotne, sterydy i cała ta domowa rozpiska są po coś. Jeśli ktoś ma zalecone leki, nasilone nudności, wymioty, zawroty głowy, gorączkę, odwodnienie albo poczucie, że organizm jedzie bez hamulców, to nie robi się projektu badawczego na sobie, tylko kontaktuje z lekarzem albo oddziałem. Ale u mnie przez moment ciekawość i, co by nie mówić – końskie zdrowie, wygrały z automatem: „weź tabletkę i nie pytaj”.
I dobrze, bo mogłam coś znowu zrozumieć.
A potem, korzystając z dobrodziejstw technologii, trochę poczytałam, trochę sprawdziłam, trochę połączyłam kropki i wyszło mi, że mój organizm wcale nie zwariował. Mój organizm odpalił bardzo stary, bardzo pierwotny, bardzo skuteczny system alarmowy. To w zasadzie chyba bardzo dobrze o nim świadczy. Tylko zrobił to w ciele, które nie zjadło trującej jagody w lesie, a dostało leczenie onkologiczne.
To nie żołądek robi dramat. To mózg dostał zgłoszenie o zatruciu
Najprostsze wyjaśnienie brzmi tak: nudności po chemii to nie jest zwykłe „coś mi siadło na żołądku”. To jest odruch obronny układu nerwowego.
Bardzo stary odruch. Taki po przodkach, którzy musieli szybko rozpoznać, że coś, co właśnie zjedli, może ich zabić. Zanim mieli laboratoria, opisy TK, farmakologię, dr Google i konsultacje online, mieli całkiem niegłupio skonstruowane ciało, które musiało działać szybko. Jeśli w organizmie pojawiało się coś toksycznego, mózg miał dostać komunikat: pozbyć się tego. Natychmiast.
I ten mechanizm nadal w nas siedzi.
Chemioterapia, jak się okazuje, potrafi bardzo mocno uruchomić ten alarm. To dlatego pacjenci dostają leki przeciwwymiotne, sterydy, blokery receptorów i całą farmakologiczną obstawę. Nie dlatego, że ktoś chce dorzucić kolejne tabletki do kolekcji, tylko dlatego, że medycyna wie, jak potężny jest ten odruch.
Brzuch dzwoni do mózgu, a mózg robi Armagedon
Po chemii dzieje się między innymi to, że leki drażnią i uszkadzają szybko dzielące się komórki. A szybko dzielą się, jak już pisałam, nie tylko komórki nowotworowe, ale też komórki w przewodzie pokarmowym. Tam są takie małe alarmowe punkty, które potrafią wyrzucić serotoninę.
I teraz uwaga: serotonina to nie tylko „hormon szczęścia”, jak lubią pisać kolorowe magazyny. Serotonina w jelitach potrafi być też bardzo skutecznym posłańcem paniki.
Kiedy robi się jej dużo w niewłaściwym momencie, drażni zakończenia nerwu błędnego. A nerw błędny to wielka infolinia między brzuchem a mózgiem. Brzuch dzwoni, mózg odbiera i słyszy mniej więcej: „Mamy problem. Coś toksycznego chce nas zabić. Czas uruchomić procedurę pozbywania się zagrożenia”. A mózg, jak to mózg, nie pyta wtedy, czy to leczenie z intencją całkowitego wyleczenia, czy podejrzana sałatka z majonezem. Mózg ma odruch. I odpala mdłości.
Mózg ma też własny detektor toksyn
Jest jeszcze druga droga. Bardziej bezpośrednia.
W pniu mózgu znajduje się obszar, który działa trochę jak tester krwi. On specjalnie nie jest tak dobrze odgrodzony barierą krew-mózg jak wiele innych struktur, bo jego zadaniem jest sprawdzać, czy we krwi nie krąży coś, co trzeba potraktować jako zagrożenie. I kiedy chemia krąży w organizmie, ten detektor może dostać sygnał: alarm.
Wtedy wchodzą w grę różne receptory, m.in. serotoninowe, dopaminowe i te związane z substancją P. I nagle człowiek nie ma po prostu „delikatnych mdłości”.

Dlatego przy chemioterapii stosuje się leki, które blokują konkretne receptory. Ondansetron i jemu podobne nie są magiczną gumką do wymazywania nudności. One próbują oszukać część tego systemu alarmowego. Mówią mózgowi: spokojnie, nie odpalaj procedury, mamy to pod kontrolą.
A czasem mózg odpowiada: fajnie, fajnie, ale ja jednak swoje wiem.
Po wlewie bez gadania wchodzą sterydy
Sterydy, takie jak deksametazon, są w tym układzie trochę jak bardzo stanowczy kierownik kryzysowy. Wyciszają stan zapalny, zmniejszają reakcje organizmu, wspierają działanie leków przeciwwymiotnych i przez kilka dni potrafią trzymać ten cały alarm za twarz. Dlatego przez pierwsze dni może być względnie dobrze. Człowiek myśli: dobra, może będzie łagodnie. Może moje ciało radzi sobie zaskakująco nieźle. Może ten czerwony diabeł jednak tylko tak straszy kolorem.
A potem steryd się kończy.
I nagle ktoś zdejmuje pokrywkę.
To rzadko jest klasyczne „odstawienie sterydu” w sensie ciężkiej endokrynologicznej historii, bo przy krótkich kursach wszystko zależy od dawki, czasu, organizmu i całego leczenia. Ale w niektórych przypadkach może to wyglądać właśnie jak zjazd po tym, gdy przez kilka dni ktoś trzymał układ nerwowy, jelita, stan zapalny i mdłości w ryzach. Steryd przestaje działać, a ciało mówi: chwila, to ja teraz Ci pokażę, co tu naprawdę działo się pod spodem.
Tego chyba nie doświadczyłam, ale lekarzem nie jestem.
Miałam za to zawroty głowy. Mdłości. Dziwne falowanie organizmu. Raz prawie dobrze, raz jakbym zeszła z karuzeli, na którą nikt mnie nie pytał, czy chcę wsiąść.
Zawroty głowy też mają sens i nie muszę się z nim zgadzać
Najbardziej irytujące w tym wszystkim są zawroty głowy. Bo mdłości jeszcze jakoś rozumiem. Chemia, brzuch, mózg, toksyny, odruch. Dobra. Ale kiedy kręci się w głowie, robi się miękko w nogach, zimno, dziwnie, pion zaczyna być podejrzany, a ciało zachowuje się jak źle skalibrowany żyroskop, to trudno nie mieć poczucia, że coś jest nie tak.
A jednak to też ma swój biologiczny sens.
Ośrodek wymiotny w mózgu nie działa samotnie na bezludnej wyspie. Obok są struktury związane z równowagą, ciśnieniem, układem autonomicznym, czyli tym całym wewnętrznym automatem, który steruje rzeczami bez pytania nas o zdanie. Jeśli organizm uruchamia silny odruch obronny, to potrafi pociągnąć za sobą cały pakiet atrakcji: osłabienie, poty, spadki ciśnienia, zawroty głowy, uczucie, że zaraz trzeba usiąść albo położyć się natychmiast.
I wtedy rozumiesz, że

Czy to tylko AC? Niestety nie, choć AC ma tu swoją reputację
Sprawdziłam też, czy ten mechanizm dotyczy tylko AC. I nie. Nie tylko.
AC, czyli doksorubicyna z cyklofosfamidem, ma opinię schematu mocno nudnościowego. Jest traktowany jako leczenie o wysokim ryzyku nudności i wymiotów, dlatego obstawia się go lekami przeciwwymiotnymi i sterydem. Ale podobne mechanizmy mogą uruchamiać się także przy innych chemioterapiach, stosowanych w innych nowotworach:
- EC / FAC / FEC – czyli inne schematy z antracykliną + cyklofosfamidem, albo np. epirubicyna + cyklofosfamid.
- Cisplatyna – Stosowana m.in. w części nowotworów płuca, jajnika, jądra, pęcherza, głowy i szyi, szyjki macicy.
- Karboplatyna AUC ≥4 – Pojawia się np. w leczeniu raka jajnika, płuca, piersi, nowotworów ginekologicznych.
- Dakarbazyna – Stosowana m.in. w czerniaku i chłoniakach.
- Karmustyna – lek stosowany m.in. w niektórych schematach hematologicznych/ neuroonkologicznych.
- Streptozocyna – rzadsza, stosowana m.in. w niektórych nowotworach neuroendokrynnych trzustki.
- Mechloretamina — starszy lek alkilujący, historycznie kojarzony m.in. z leczeniem chłoniaków.
Innymi słowy: mózg nie pyta, czy to rak piersi, jajnika, płuca czy jelita. Mózg dostaje sygnał chemiczny i reaguje mechanizmem, który ma dużo więcej lat niż onkologia kliniczna.
To jest bardzo pierwotne. Bardzo stare. I jak widać bardzo skuteczne ewolucyjnie.
Skóra też może wejść do rozmowy
A skoro już odrabiałam zadanie domowe, to sprawdziłam też skórę. Bo jeśli układ nerwowy, jelita, śluzówki i odporność są w tym czasie wciągnięte do akcji, to byłoby dziwne, gdyby skóra stała z boku i mówiła: mnie to nie dotyczy.
Dotyczy.
Po chemii i po odstawieniu sterydu skóra może zacząć reagować inaczej. Sterydy przez chwilę wyciszają stan zapalny, reakcje alergiczne, świąd i różne zapalne historie. Kiedy przestają działać, coś może się „odsłonić”. Może pojawić się świąd, rumień, większa suchość, nadwrażliwość, drobne krostki, uczucie pieczenia albo taki ogólny skórny foch na cały świat.
A później mogą dochodzić kolejne rzeczy: większa suchość, przebarwienia, zmiany przy paznokciach, nadwrażliwość na słońce, problemy ze śluzówkami. Nie u każdego, nie zawsze, nie wszystko naraz. Ale to ma sens, bo chemia uderza w komórki, które szybko się odnawiają. A skóra, śluzówki, włosy i paznokcie właśnie do takich obszarów należą.
Czyli jeśli za jakiś czas skóra uzna, że też chce mieć swoje pięć minut, nie będę zaskoczona, ale na pewno przygotowana. Tę sferę leczenia mam, dzięki pracy @CosmeClinik po prostu najlepiej zaopiekowaną i w tym temacie czuję się dosłownie jak ryba w wodzie.
Czego się nauczyłam przez te dwa dni?
Mdłości są komunikatem. Zawroty głowy są komunikatem. Zjazd po sterydach jest komunikatem. Skóra, śluzówki, zmęczenie, nogi z waty, dziwne fale energii i nagłe odcięcia prądu też są komunikatami. Nie zawsze trzeba od razu panikować, ale warto słuchać. Warto rozumieć. Warto wiedzieć, kiedy obserwować, kiedy brać leki zgodnie z zaleceniami, a kiedy nie bawić się w interpretację tylko dzwonić po pomoc.
Ja chciałam zrozumieć, co się dzieje.
Mój organizm nie walczy ze mną. On próbuje przetrwać leczenie, które ma uderzyć w coś dużo groźniejszego. Po drodze odpala alarmy, które dostał w spadku po przodkach uciekających przed zatruciem, infekcją i wszystkim, co mogło ich zabić szybciej niż brak zasięgu na oddziale.
Problem polega na tym, że dzisiejsza „trucizna” jest jednocześnie dzisiejszym leczeniem. Dlatego ten naturalny i bardzo potrzeby odruch ratowania życia trzeba stłumić. I chyba właśnie to jest najbardziej absurdalne i najbardziej prawdziwe w chemii.
Dostajesz coś, przed czym ciało chce Cię bronić, a jednocześnie właśnie to coś ma Ci pomóc wyzdrowieć.
Magdalena Lachawczak – Biadalska